fbpx
emailpso@onko.com.pl facebook

Tabu. Rak nie zawsze zabija, ale zawsze dzieli ludzi.

Tsunami właśnie nas dopadło. Przyszła fala, przez niektórych zapowiadana, przez niektórych wypierana, a przez większą część naszego społeczeństwa niezauważana.

Jest, zalewa nasze szpitale i jak się bardzo ostrożnie szacuje, przyniesie kilkanaście tysięcy dodatkowych nadmiarowych zgonów. Osoba chora onkologicznie, naznaczona chorobą, płynie w tym nurcie na tyle sprawnie i skutecznie, na ile sprawny i skuteczny jest system opieki szpitalnej (nie mylić proszę z ochroną zdrowia) i na ile sił starcza jej oraz najbliższym. I tylko ona wie, jak wtedy czuje się człowiek, co myśli, o co się modli i jak bardzo „nowa” codzienność różni się od tej sprzed dnia diagnozy. Przecież ona sama mogła, i społeczeństwo też mogło zrobić tyle rzeczy, by do tej sytuacji nie doszło, jednak zarówno ona, jak i społeczeństwo nie zrobiło nic. Tabu…

Jeszcze kilka lat temu byłem przekonany, że choroby nowotworowe stają się cywilizacyjnymi chorobami przewlekłymi z coraz lepszymi rokowaniami. Mamy znaczny postęp technologiczny, coraz lepiej wyposażone placówki medyczne, coraz lepiej przygotowaną i wyposażoną diagnostykę, sprawny i bardzo dobrze wykształcony personel… Okazuje się jednak, że ta fala tsunami, będąca efektem kilku błędów w zarządzaniu informacyjnym społeczeństwem w czasie kolejnych fal COVID’u, ta fala wyrzuciła na brzeg poza tymi tysiącami osób z zaawansowanymi nowotworami także całą stertę społecznych i systemowych niedociągnięć, zaniechań, zaniedbań.

Jedno z chińskich przysłów mówi, że jak naprawdę jest źle, dowiesz się, jak będzie źle. W naszym kraju od dłuższego czasu nurty i siły mogące realnie wpłynąć na statystyki przeżywalności, czyli politycy i rządzący, środowiska medyczne, środowiska pacjenckie, zamiast wypracowywać rozwiązania w wyniku dialogu, prowadzą wyłącznie własne monologi do tego stopnia niespójne, że czasem w ramach jednego takiego środowiska trudno wypracować jakikolwiek wspólny przekaz.


Mam takie odczucie, że ta fala, jak już opadnie, to dalej będziemy zmieniać tę część służby zdrowia, każdy we własnym zakresie na własnych zasadach.

 

Politycznie, pacjent onkologiczny, naznaczony przez tabu możliwej śmierci, nigdy nie będzie wystarczająco ciekawym materiałem na elektorat wyborczy, niezależnie od tego kto będzie sprawował rządy. Pacjent onkologiczny, naznaczony przez tabu raka, nie jest też medialny, bo ile można pokazywać w telewizji ludzi zmęczonych i schorowanych z nie do końca pomyślnymi rokowaniami. Na dłuższą metę to się nie mieści w formatach medialnych obecnego świata. Stąd też trudne pole do działania dla organizacji pacjenckich.

Potrafimy i każdego dnia pomagamy osobom, które samodzielnie nie byłyby w stanie prowadzić swojej walki, niemniej przebić się z przekazem informującym i niejednokrotnie ostrzegającym, jak bardzo jest bardzo trudno. System medyczny, coraz bardziej technicznie sprawny i jednostkowo wspierany przez ludzi przygotowanych na światowym poziomie, niedomaga. Nie jest w stanie przepracować fali nowotworów z dość prozaicznego i dającego się przewidzieć powodu, czyli z braku dostatecznej ilości kadry wynikającego zarówno ze systemu kształcenia, jak i z warunków finansowania.

 

Czas na rozsądny dialog, może i długotrwały, ale zmierzający do zaprojektowania systemu na dłuższą perspektywę działania.

 

Nie wywołuj wilka z lasu…

Kolejna sfera TABU, moim zdaniem podstawowa do przełamania to odrealnione przekonanie, że najlepiej nie rozmawiać o nowotworach z ludźmi zdrowymi. „Po co kusić los” – tak często słyszę, jak próbujemy przebić się z przekazem o znaczeniu profilaktyki nowotworowej. Kiedy mówimy, że powinniśmy być świadomi zdrowia, słyszymy, że teraz nie ma na to czasu. Społeczeństwo żyje w ogólnym przekonaniu, że choroby nowotworowe są, trzeba je skutecznie leczyć, ale nie dotyczą mnie jako jednostki. Nawet informowanie, że pacjentów onkologicznych statystycznie mijasz codziennie w drodze do pracy i w kolejce do kasy robiąc zakupy, nie jest w stanie złamać w świadomości społecznej wyparcia myśli, że choroba jutro może być także moim problemem. Ja nazywam to efektem „ZOO” – chodzisz, widzisz tych ludzi, ale ich nie zauważasz, boisz się wyciągnąć rękę, bo… po co kusić los.

Kto z Państwa słyszał o zakrojonych na dużą skalę programach zapobiegających otyłości, kto zastanawiał się tak naprawdę nad jakością tego co jemy, tego czym oddychamy. Nieliczni. Kto z Państwa słyszał o tym, że nawet jak dosięgnie nas diagnoza choroby nowotworowej, to mamy szansę przygotować siebie swój organizm i swojego ducha do prowadzenia tej, jak to niektórzy mówią, walki.

Kto z Państwa słyszał, poza prof. Tomaszem Banasiewiczem, o prehabilitacji onkologicznej? Dlaczego, znane i wykorzystywane na świecie procesy PREHABILITACJI, czyli właśnie przygotowania siebie i własnego organizmu do zmian, jakie niesie leczenie onkologiczne, są nam tak bardzo obce?

Nie sądzę, byśmy zdołali uratować statystycznie więcej osób z tej fali, która do nas dotarła, niemniej jestem zdania, że nie powinniśmy marnować czasu na puste monologi. Wykorzystajmy ten czas na długotrwałe i szczegółowe dyskusje m.in. jak system ochrony zdrowia w zakresie onkologii powinien działać docelowo. Nie zapominajmy o żadnym jego aspekcie. Najważniejsze, przełamujmy tabu i pokazujmy, że rak nie zabija i nie dzieli społeczeństwa. Uczyńmy z naszego społeczeństwa, społeczeństwo ludzi świadomych zdrowia. Ludzi, którzy przede wszystkim widzą człowieka, a nie chorobę.

Emil Klucz,
Polskie Stowarzyszenie Onkodietetyki