fbpx
emailpso@onko.com.pl facebook

RAK. Gdybym był kobietą, bałbym się…

Mam trzy córki. Szanse, że któraś z nich zachoruje na nowotwór, są prawie 100%.

Po moim ostatnim trochę felietonicznym, wpisie i bazując na Państwa reakcjach, postanowiłem się bliżej przyjrzeć procesom, jakie nieustannie zachodzą na polskim gruncie onkologicznym. Szybko doszedłem do wniosku, że to, co mogę zrobić, to wskazywać na pewne możliwości, by nie mówić w przyszłości o straconych szansach.

Dziś o tym co mogę dla siebie zrobić, już będąc pacjentem, jeszcze w procesie diagnozowania i przed leczeniem podstawowym, czyli o prehabilitacji.

 

Prehabilitacja cóż to takiego i co realnie daje pacjentowi? Przyczynkiem do przyjrzenia się temu zagadnieniu była odbywająca się w tym tygodniu konferencja „Prehabilitacja 2021, czy już zaczęliśmy” organizowana przez Instytut Chirurgii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Konferencja skierowana głównie do środowiska lekarskiego jak w kalejdoskopie ukazała wiele utraconych szans, które tkwią w obecnym systemie opieki nad pacjentem. Wskazała obszary możliwej poprawy, może niespektakularne z punktu widzenia medycyny, ale dające bardzo realne wyniki i znacząco zwiększające szanse na sukces samego pacjenta. Mimo tego, że temat odpowiedniego przygotowania pacjenta do szeroko pojętego procesu leczenia wydaje się być znany i mało „innowacyjny” to temat prehabilitacji do tej pory nie znalazł dobrego gruntu zarówno w środowisku lekarskim jak i systemowym. Nie rozumiem, jak można było o tym nie mówić szeroko, nie rozumiem, dlaczego wychodząc od lekarza ze wstępną diagnozą, nie otrzymujemy skierowania na realizację procesów prehabilitacji, czyli po prostu przygotowania siebie i własnego organizmu do wysiłku, jaki będzie trzeba nam wykonać w najbliższym czasie, by podjąć leczenie i je przeżyć. Do prawdy, nie mieści mi się w głowie, że bazując na relatywnie bardzo niskich kosztach (w odniesieniu do całości leczenia onkologicznego), procesy prehabilitacji nie są w naszym kraju procesami refundowanymi. Tutaj matematyka jasno wskazuje na ich racjonalność. Nie rozumiem.

 

To może od początku, jeszcze kilka lat temu też nie byłem świadomy, że istnieją takie procesy, dlatego może kluczem do sukcesu prehabilitacji będzie masowe uświadamianie społeczeństwa, że ona istnieje, że nawet do najgorszej walki można się solidnie przygotować. Może po prostu powinniśmy mówić o tym głośno.

 

Czym zatem jest prehabilitacja? To w największym skrócie, szerokie przygotowanie do tego co nas czeka w procesie leczenia onkologicznego. Obejmuje jednocześnie przygotowanie organizmu (fizyczne) i może być realizowane przez odpowiednią pracę z onkodietetykiem którego nadrzędnym celem jest fizyczne przygotowanie organizmu do szeregu wstrząsów związanych z leczeniem chirurgicznym, radioterapią i chemioterapią, oraz późniejszym procesem rehabilitacji. Prehabilitacja onkologiczna obejmuje także procesy psychicznego przygotowania siebie, a w rozszerzonych aspektach także naszej rodziny, na zmiany i szereg wstrząsów, jakie emocjonalnie czekają nas, realizując proces leczenia onkologicznego. Pozwala zmienić nasze podejście realnie przygotowując nas do tego co do nas przyjdzie i z czym będziemy musieli się zmierzyć. Tylko tyle i aż tyle.

Dość szybko wyliczyłem sobie, ile tygodni mija statystycznie od momentu, kiedy wykrywam u siebie możliwą zmianę, która sugeruje problem i kiedy to pierwszy raz idę z tym do lekarza, a momentem kiedy już mam potwierdzoną diagnozę i bazując na ułożonym schemacie leczenia, rozpoczynam je. Ten czas, który w znakomitej większości jest czasem emocjonalnych reakcji, jest także doskonałym czasem na przygotowanie, na uruchomienie procesów prehabilitacji onkologicznej.

Skuteczność tych form działania jest potwierdzona naukowo już od blisko 50 lat. Wiedza o prehablitacji staje się coraz bardziej dostępna, a usługi związane z nią stają się realnym wsparciem.

 

Chciałbym Państwa pobudzić, proszę, szukajcie wiedzy o prehabilitacji, korzystacie z narzędzi, jakie niesie prehabilitacja onkologiczna, nawet jeżeli świat nagle wydaję się wam bezbarwny w odniesieniu do możliwej choroby, dajcie sobie więcej szans przygotowując się na to co może ta choroba przynieść.

 

Statystyki są przerażające, nie jesteśmy w stanie ich odczarować. Najbardziej boli to, że te statystyki tworzą setki już tysięcy indywidualnych ludzkich historii. Gdybym był kobietą, bałbym się, bo w ich przypadku statystyki wyglądają szczególnie niesprzyjająco. Mam trzy córki, to co mogę dać im dać to nasza wiedza o tym, że nawet do największego życiowego wyzwania można się solidnie przygotować. Szanse buduje się codziennie przez małe kroki.

Bazując na doświadczeniu osób, którym pomaga nasze Stowarzyszenie, mogę dać im także przykłady tego, że prehabilitacja ma realny, pozytywny i solidny wpływ na długość życia pacjenta.

To prawda, że czasem nie mamy wpływu na to co się dzieje, ale zawsze mamy wpływ na to, jak zareagujemy i co zrobimy. Ja będę chronić swoje córki, a Ty co zrobisz dla siebie i swoich bliskich?

 

Emil Klucz,

Polskie Stowarzyszenie Onkodietetyki